|
16 czerwca 2002: Kanonizacja Ojca Pio
"Chwalcie i błogosławcie Pana, dziękujcie Mu i służcie z Najdrożsi wielką pokorą" Najdrożsi w dniu otoczenia pełnią chwały na ziemi naszego współbrata, Błogosławionego Ojca Pio z Pietrelcina, "radujmy się i weselmy", chwalmy, błogosławmy i wywyższajmy "Pana Boga jedynego", który uczynił i nadal czyni "wielkie rzeczy" w swoich wiernych sługach. Raz jeszcze, oczyma pełnymi zdumienia i sercem wypełnionym radością w Duchu, zachęca się nas do kontemplowania jeszcze jednego "cudu" miłości Bożej i do świadczenia o tym, że staliśmy się przedmiotem dobroci i nieograniczonej łaski, które sprawiają, że wybuchamy śpiewem: "Wielkie są dzieła Pańskie, mogą ich doświadczyć wszyscy, którzy je miłują. Majestat i wspaniałość to Jego działanie" (Ps 111,2-3). W Ojcu Pio nasze serce i oczy kontemplują dzisiaj dar świętości. "Dlaczego Tobie ..." Podobne pytanie, tak wczoraj jak i dzisiaj, tak wobec św. Franciszka jak wobec Ojca Pio, powraca z zaskakującą aktualnością, wyzwalając dawną, a jednak wciąż nową fascynację. Papież Paweł VI powiedział kiedyś: "I wam przydarzy się cud, który kiedyś zdarzył się O. Pio. Popatrzcie, jaką cieszył się sławą, iluż ludzi z całego świata zgromadził wokół siebie. Dlaczego? Może dlatego, że był filozofem, albo dlatego, że był mędrcem, a może ponieważ dysponował odpowiednimi środkami? Nie! Lecz dlatego, że sprawował Mszę św. z pokorą, spowiadał od rana do wieczora i był - z trudnością to mówię - postacią naznaczony stygmatami naszego Pana Jezusa Chrystusa. Był człowiekiem modlitwy i cierpienia" (Paweł VI, Przemówienie do Przełożonych Kapucyńskich, 21 lutego 1971). Nigdy jeszcze żaden Papież nie wyraził się w podobny sposób przed ogłosrenicm dekretu o heroiczności cnót Sługi Bożego. Słowa te brzmią jak najwyższa i nieporównywalna pochwała; kreślą rysy postaci utożsamiającej się z Chrystusem ubogim i ukrzyżowanym; uznają "cud", który dokonał się w historii ludzkości, Kościoła i Zakonu, przez pośrednictwo duchowego syna św. Franciszka z Asyżu, znanego i kochanego na całym świecie z powodu świętości życia i swego proroczego świadectwa, które nie są związane z cechami ludzkimi lub ze środkami władzy, ale z łaską charyzmatów wzbudzonych przez Ducha Świętego; są odpowiedzią w wolności i posłuszeństwie wobec Bożego planu, wspaniałomyślnie ofiarowaną dla zbawienia ludzi. Charyzmatyczna świętość i prorocze świadectwo, tak wczoraj jak i dzisiaj, niepokoją, wzywają, nakłaniają do stawiania sobie pytań i do konfrontacji, aby ponownie urzeczywistnić i raz jeszcze przeżyć ten sam "cud". "Jestem tajemnicą dla samego siebie" "Dlaczego Tobie..." Dlaczego taka ".sława" i takie bezgraniczne "tłumy" wiernych rozsianych po całym świecie? Także my, jego współbracia, stawiamy sobie to samo pytanie, by zastanowić się nad "tajemnicą", która otoczyła tego naszego brata, by zgłębić najbardziej intymną tożsamość jego doświadczenia i duchowości, wytłumaczyć "fenomen" społeczno-kulturalny i religijny, powstały wokół jego postaci... Wszystko to po to, aby dokonać refleksji, ad intra et ad extra, nad naszym sposobem życia jako konsekrowanych. nad naszą charyzmatyczną tożsamością, ewangelicznym świadectwem, nad konkretnymi wyborami i kierunkami naszego wspólnego, duchowego i duszpasterskiego pielgrzymowania. Kim jest i co rzeczywiście reprezentuje O. Pio dla świata, dla Kościoła, dla nas swoich współbraci? Czy jest po prostu charyzmatykiem i cudotwórcą wzbudzającym ciekawość i poruszającym tłumy pobożnych i pielgrzymów, czy też widomym i dotykalnym "znakiem" Bożej obecności oraz mocnym wezwaniem do otwarcia się na transcendencję? Przedstawia jedynie punkt odniesienia i zbieżności dla zewnętrznej pobożności lub powierzchownych uczuć religijnych, możliwych do wykorzystania przy byle okazji, czy też jest wyrazem najgłębszych duchowych pragnień i tęsknoty za sensem i stałym punktem odniesienia, które należy rozbudzić? Reprezentuje "mit" rozdmuchany przez media lub jeden z meteorów w szerokiej gamie słynnych postaci w historii świętości i przykładów do naśladowania, czy jest raczej świętym, który wywarł wielki wpływ na współczesny świat w jego społeczno-kulturalnym oraz kościelnym kontekście, przykładem świętości zrozumiałym i możliwym do naśladowania w nowym tysiącleciu, zwłaszcza w procesie nowej ewangelizacji? Jesteśmy absolutnie pewni, że stajemy wobec "giganta" świętości naszego czasu oraz wobec "fenomenu" społeczno-kulturalnego i religijnego, który należy odczytać i zinterpretować, proponować i ukierunkować... ucząc się z jego doświadczenia i duchowości. Pomijając liczne pytania i interpretacje, zapytajmy się o to, co Ojciec Pio myślał o sobie samym? Mówił po prostu, że jest "tajemnicą dla samego siebie" i "ubogim bratem, który się modli". Jedno jest pewne: lud Boży, który rozpoznaje świętych przed czasem i przed wydaniem oficjalnych dekretów, już za jego życia uznawał go za świętego. Słusznie więc papież Jan Paweł II, w dniu jego beatyfikacji, powiedział: "Ten pokorny kapucyn zadziwił świat swoim życiem całkowicie oddanym modlitwie i słuchaniu braci" . Naga prawda o "tajemnicy" Ojca Pio jest następująca: z zamiłowaniem przeżywał plan miłości w wierności Bogu i człowiekowi i to właśnie zadziwiło cały świat. "Łaska bycia... kapucynem" W Bożym planie zostało zapisane, że Ojciec Pio miał przeżyć swoje doświadczenie pośród braci kapucynów. Oznaki tego "wybrania" I pewnego powołania do życia zakonnego są wyraźne już od samego dzieciństwa. Jako młody człowiek, prosty i surowy, przyspiesza swoje wstąpienie do Zakonu, pragnąc "lepiej służyć" Panu. Na swych duchowych i wspólnotowych szlakach z naciskiem będzie prosił Boga o "łaskę bycia mniej niegodnym synem św. Franciszka" i o wzrost na drodze cnót, aby stać się "doskonałym kapucynem" (Listy, III 1010). Jako kapucyn Ojciec Pio wypełni tę, powierzoną mu przez Boga, "wielką misję", która zawiera się w słowach "uświęć siebie i innych". Czynił to, kładąc w centrum swego duchowego, wspólnotowego i duszpasterskiego życia Ewangelię, Regułę i zachowywanie ślubów: posłuszeństwa, ubóstwa i czystości, przeżywanych i potwierdzanych codziennie poprzez wzajemne doświadczanie wspólnoty. Śluby stanowią dla niego trzy wielkie miłości, ujawniając wielkość jego świadectwa życia zakonnego: "Miłował je, ponieważ były radami Chrystusa i ponieważ stanowiły środki prowadzące do doskonałości" (Dekret o heroiczności cnót). Całkowite zaufanie do Boga i przyjęcie Jego woli idą w parze ze ślubem posłuszeństwa, który stanowi ,jedyną rzecz najmilszą Bogu" (Listy, I, 807) i "ostatnią deskę, której należy się chwytać w pośrodku nawałnicy i załamaniu się ducha" (Listy, I, 1030). Władzy powierza się podobnie "jak dziecko ramionom matki" (Listy,I, 800). Jego listy i dzienniczek duchowy świadczą o wielkiej miłości i czujności w sprawach czystości, potwierdzając nieustające pragnienie zachowania czystości serca i wewnętrznej harmonii. Wyznaje: "...diabeł nie ustaje w wysiłkach, aby zmusić mnie do utraty pokoju ducha... Stara się to osiągnąć przede wszystkim dzięki nieustającym pokusom przeciwko świętej czystości..." (Listy, I, 196 i 219). W jednym z pism do nowicjuszy powie, że cały gmach szczęśliwości podtrzymywany jest przez dwie kolumny: pierwszą jest pragnienie świętości, drugą - "miłość i czuwanie nad waszą czystością" (Listy, IV, 368). Zachowywanie ubóstwa, radykalne oderwanie od dóbr materialnych i od wszelkiej formy próżnej chwały, silnie charakteryzują jego doświadczenie. Niejednokrotnie będzie interpretował uczucia Jezusa wobec świadectwa przeciwnego ślubowi ubóstwa: "zakonnicy, mówi Jezus, myślą że są wielkimi książętami... Gdzie podział się ich ślub ubóstwa? Ileż dusz gorszy się z powodu łamania przez nich profesji! ..." (Listy, I, 344). Razem ze ślubami w sensie ścisłym, jego droga do doskonałości naznaczona jest charakterystycznym rysem duchowości franciszkańsko-kapucyńskiej: miłością do Kościoła i do Papieża, modlitwą i kontemplacją, pokorą i mniejszością, prostotą i radością, gościnnością i dzieleniem się z braćmi, obecnością pośród ludu i "współczuciem" wobec ubogich, przylgnięciem do tradycji i pobożności właściwej dla Zakonu.... Wszystko to przeplata się i jest przeżywane harmonijnie i hierarchicznie w ramach życiowego programu ukształtowanego w oparciu o przykład św. Franciszka, Regułę, prawodawstwo i własne kapucyńskie tradycje. Stanie się "doskonałym kapucynem" było niezmiennym pragnieniem, które Ojciec Pio realizował z absolutną wiernością, radykalizmem i stałością aż do końca swych dni. Nie można zaprzeczyć temu, że doświadczenie Ojca Pio nosi na sobie znaki i wrażliwość tamtych czasów; jak jednak nie zauważyć elementów odwołujących się do opcji fundamentalnej leżącej u podstaw życia konsekrowanego i charyzmatu Zakonu? Jak nie myśleć o szczególnej "misji" powierzonej przez Ducha Świętego nam, jego współbraciom w Kościele i w świecie? Papież w homilii na beatyfikację proponuje nam niektóre konkretne rysy i drogi: "pokorny brat", "niezmordowana wiara", "życie całkowicie oddane modlitwie i słuchaniu braci" (Jan Paweł II, Homilia w dniu Beatyfikacji). Doświadczenie Ojca Pio, tak bardzo zwykłe, a jednak niezwykłe, czyni widocznym, że u początku, w centrum i na końcu naszego życiowego programu stoi darmowe Boże powołanie i wolna odpowiedź człowieka, podtrzymana silnymi motywacjami wiary, nadziei i miłości, które zakorzeniają i urzeczywistniają nasze projekty, wybory oraz duchowe, wspólnotowe i duszpasterskie działania. Podkreślają one, że nasz święty współbrat, zgodnie z najlepszą kapucyńską tradycją, był "zakonnikiem ludu", wciąż pogrążonym w modlitwie i w ciągłym wsłuchiwaniu się w ludzi. Czy my, kapucyni nowego tysiąclecia, będziemy potrafili pójść tymi samymi śladami i przyjąć "prowokacje" wynikające z jego doświadczenia? "Cierpienie z Jezusem jest mi drogie" Ojciec Pio przeżywał swoje kapłaństwo na dwóch specyficznych płaszczyznach: w posłudze ołtarza i konfesjonału; stanowią one "...dwa elementy lub siły, którymi charakteryzuje się katolickie kapłaństwo, w swej specyfice i najgłębszej istocie: możliwość konsekrowania Ciała i Krwi Pańskiej oraz władza odpuszczania grzechów" Od dnia święceń ołtarz stał się dla niego "źródłem i szczytem, osią i centrum całego jego życia i wszelkiego dzieła" We Mszy św., którą określa jako "mysterium tremendum", uczestniczy głęboko w męce Jezusa Chrystusa, składając siebie jako "ofiarę" dla ekspiacji i wynagrodzenia za grzechy ludzkości. Bycie "ofiarą" stanowi z pewnością centralny punkt w jego doświadczeniu duchowym i kapłańskim. W tym sensie jego misję można określić, jako "powołanie do współodkupienia". Pozostają nadal ważne słowa Pawła VI: "Sprawował Mszę św. z pokorą" (Paweł VI, Przemówienie do Przełożonych Kapucyńskich, 21 lutego 1971). Ze swej strony Jan Paweł II dodaje: "Któż nie pamięta żarliwości, z jaką O. Pio przeżywał we Mszy św. mękę Chrystusa?" (Jan Paweł II, Przemówienie w Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej, 23 maja 1987 r.) To właśnie ta Msza, celebrowana i przeżywana z niezwykłą intensywnością, pobudzała uwagę milionów osób. Drugim biegunem jest posługa sakramentu pojednania, której oddawał się z wiernością i systematycznością, heroicznością i miłością naprawdę godną podziwu; to te cechy wysłużyły mu tytuł "męczennika konfesjonału". Do tej działalności, w szerszym sensie, zaliczyć możemy także kierownictwo duchowe. Jako spowiednik, O. Pio czuje palące pragnienie "uwalniania braci z więzów szatana"(Listy, I, 1145) i rzeczywiście, uwolnił ich bardzo wielu, przyjmując i dźwigając ciężar niezliczonych grzechów osłabionej ludzkości. Także jego "sposób" spowiadania, który był częścią osobistego charyzmatu i mieścił się w tej szczególnej "pedagogii", skierowany był na dobro dusz ludzkich. Ileż miłosiernej miłości, ileż łaski, ile światła i pociechy wylało się na dusze przez niego wysłuchane, wyspowiadane i kierowane, sam Bóg tylko może to powiedzieć. Jakże często Papież w ostatnich czasach nawołuje kapłanów do zwrócenia uwagi na centralne znaczenie Eucharystii i Pojednania! "Czyż ołtarz i konfesjonał nie stanowiły dwóch biegunów jego życia? To kapłańskie doświadczenie zawiera w sobie przesłanie ważne i aktualne" (Jan Paweł II, Przemówienie w Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej, 23 maja 1987 r.). Jakże nie zinterpretować tej szczególnej uwagi skupiającej się na posłudze sakramentu Pojednania i na ciągłym nawoływaniu do odnowy, zgodnie z czasu, posługi spowiednika, jako prawdziwego "znaku czasu"? Myślę, że jako "bracia ludu" powinniśmy podjąć refleksję nad tą właśnie posługą, dokonując odważnych i radykalnych wyborów w wierności naszej tradycji, ze szczególnym zwróceniem uwagi na sanktuaria, gdzie przybywają tłumy pielgrzymów i udziela się łaski przebaczenia. "Jestem pożerany przez miłość Boga i braci" Jako syn św. Franciszka z Asyżu, Ojciec Pio w sposób naprawdę przykładny i nierozdzielny, przeplata życie kontemplacyjne i apostolskie, miłość do Boga i do braci: "Wszystko streszcza się w jednym: jestem pożerany przez miłość Boga i braci" (Listy, I, 1247). Doświadczenie Ojca Pio staje się zrozumiałe jedynie na tle tej jedynej w swoim rodzaju, intymnej i intensywnej, miłosnej relacji do Boga, w którym mają początek, poruszają się i dokonują wszystkie marzenia, plany, myśli, uczucia, decyzje, gesty...: "Bóg pozostaje ciągle żywy w moim umyśle i wyryty w sercu. Nigdy nie tracę Go z oczu" (Listy, I, 1247). Miłość, która płonie w jego wnętrzu, jak "wiecznie rozpalony wulkan", czyni go godnym i doprowadza go do pełnego utożsamienia-upodobnienia się do Chrystusa ukrzyżowanego poprzez dar stygmatów, najwyższy znak umiłowania i wyraz uczestnictwa w cierpieniach ludzkości: "...został uznany za godnego cierpieć z Jezusem i tak jak Jezus" (Listy, I, 336). Jezus "...wybiera sobie dusze i pośród nich... wybrał także moją, abym Mu pomógł w wielkim dziele zbawienia ludzkości" (Listy, I, 304) To nie przez przypadek Paweł VI określił go jako "postać naznaczoną stygmatami naszego Pana Jezusa ChrystusA" (Paweł VI, Przemówienie do Przełożonych Kapucyńskich, 21 lutego 1971) , aby zaznaczyć, że w jego ciele odbity został żywy obraz Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. Miłość zaczerpnięta ze źródła, jak życiodajna i orzeźwiająca woda, wylewa się w miłości na bliźniego i wpływa do rozległego oceanu ludzkiego ubóstwa i cierpienia. Idąc po linii najlepszych tradycji franciszkańsko-kapucyńskich, udaje się do "trędowatych" swoich czasów, starając się nieść im ulgę w cierpieniu. To właśnie ze "współcierpienia" z Chrystusem i z braćmi rodzą się intuicje założenia "Grup Modlitewnych" i "Domu Ulgi w Cierpieniu", których celem jest bycie odpowiednio miejscami doświadczenia miłości do Boga w modlitwie oraz materialnej i duchowej troski o chorych. Wobec potrzeby "życia wewnętrznego" i w obliczu pojawiania się nowych rodzajów "ubóstwa", owa zdolność przeplatania i połączenia wymiaru kontemplacyjnego i czynnego, zwłaszcza umiejętność "współcierpienia" z braćmi najsłabszymi, nie pozwala napewno, abyśmy pozostali obojętni w stosunku do naszego charyzmatu i do konkretnych wyborów na płaszczyźnie duchowej, wspólnotowej i duszpasterskiej. "Ja, co do mnie należało, zrobiłem... a co do was należy, niech nauczy was Chrystus" Podobnie jak, w swoim czasie, św. Franciszek z Asyżu zrobił to, co do niego należało, tak samo powinni czynić jego synowie w każdym czasie i w różnych kontekstach życiowych, oświeceni przez Ducha. Tak też było w przypadku Ojca Pio, który wypełnił "wielką misję", powierzoną mu przez Boga, i zrealizował w pełni tę cząstkę przeznaczoną i zachowaną od początku dla jego życia. Przez uznanie jego świętości nam, jego współbraciom, wszczepionym w te czasy i w tę historię, zostaje przekazana jego "pamięć" jako "żyjąca ikona", byśmy, uważni na tchnienie Ducha i na "znaki czasu", potrafili odczytać i zinterpretować, przyswoić i wcielić, strzec i przekazywać owo przesłanie czyste i podstawowe, wypływające z jego ewangelicznego świadectwa, które jest niezwykle świeże i aktualne. Ojciec Pio ma rzeczywiście coś ważnego i istotnego do powiedzenia i do zaoferowania nam, na początku tego nowego tysiąclecia. Nie jest postacią zamkniętą w klatce, w zamierzchłej przeszłości, jak to ktoś kiedyś próbował określić, lecz należy na "swój sposób" do współczesności i jest nam bliski bardziej, niż można to sobie wyobrazić, ponieważ jego doświadczenie "szalonej" miłości Boga i bliźniego, wyryte wielkimi literami, przekracza czas, tak wczoraj jak i dzisiaj, gdyż jest zakorzenione w odwiecznej aktualności Ewangelii. Wydarzenie kanonizacji przekazuje nam świętego, który opromienił i nadal opromienia "oblicze" Kościoła i ludzkości. Dar nowego świętego nie może jednak być tylko i wyłącznie powodem do chwały i chluby, do niepoważnego narcyzmu i bezowocnej kontemplacji, lecz powinien się stać "prowokacją" i "wyzwaniem" w obliczu nowych odpowiedzialności i zadań na płaszczyźnie świadectwa wspólnotowego, wartości ewangelicznych i obowiązków duszpasterskich, w szczególności poprzez posługę w sakramencie Pojednania. W kontekście religijnej obojętności i neo-pogaństwa, lecz także głębokiej tęsknoty za wartościami transcendentnymi, jesteśmy powołani nie tylko do tego, aby "opowiadać" historie i fakty związane z jego doświadczeniem, lecz nade wszystko aby w jego imieniu i za jego przykładem napisać nowe stronice o miłości Boga i braci. Bądź pochwalony... Dla św. Franciszka wszystko jest łaską i wszystko, w uwielbieniu i dziękczynieniu, powinno być Bogu "oddane". Cóż oddamy Panu za wszystko, co nam dał w swoim słudze, O. Pio, żywym obrazie "Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego", wzbudzonym przez Ducha w naszych czasach i posłanym dla opromieniania Kościoła i świata swym pokornym i prostym świadectwem kapucyńskiego brata i kapłana? Parafrazując Pochwałę stworzeń, jednym sercem pragniemy po prostu zaśpiewać: "Bądź pochwalony Panie za to, że dałeś nam Ojca Pio... świętego przekazanego pamięci ludów i wieków, i którego imię jest i będzie zawsze błogosławione" (G.Patricio, Laudato si, mi Signore, per averci dato Padre Pio, 2001). A ty, Ojcze Pio, z nieba, razem z Dziewicą Maryją, Matką Boga i naszą, błogosław nas, twoich braci i wstawiaj się za Kościołem i ludzkością. Trójcy Przenajświętszej, Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu "...wszelka sława, wszelka chwała, wszelka wdzięczność, wszelka cześć, wszelkie błogosławieństwo i wszelkie dobra. Niech się stanie. Niech się stanie. Amen" (Pisma św. Franciszka z Asyżu, Ojcowie Kapucyni, Warszawa 1982, s.20). Br. Paolo Cuvino
(Minister Prowincjalny OFMCap.)
|